środa, marca 24, 2010

Co do dnia, przed wieloma laty...

Będę dzisiaj prawił oczywiste oczywistości. Co nie znaczy, że zrozumiałem je wcześniej niż przed paroma godzinami. Dla dobrego obrazu, powiem że jest teraz piąta rano, a ja od dwóch godzin nie śpię i wspominam. Zaczęło się od sennej myśli, „ah, gdyby tak... cofnąć się w czasie”. Chciałem w ten sposób pogrążyć się w następny sen. Zacząłem się zastanawiać, co bym zmienił w swoim życiu. Myśl ta, kiedyś bardzo częsta, nie była rozważana właściwie od początku studiów. Podobnie, bardzo, bardzo rzadko zbiera mi się na wspominki. Mimo to, a może właśnie dlatego, rezultat jest całkiem nowy. Przechodziłem w myślach przez kolejne sprawy, które kiedyś chciałem załatwić inaczej i jakoś nie mogły mnie przekonać do siebie zmiany, o których kiedyś myślałbym z radością. Myślałem sobie „no dobrze, ale co bym z tym dalej zrobił”. W moim życiu, w różnych momentach wydarzyło się dużo wspaniałych i dużo okropnych rzeczy (wybacz ogólniki i... banał, ale nie czas, ni miejsce na coś więcej). Jakoś tak jest, że człowiek robi się z wiekiem odporny na ból. Z drugiej strony, wszystkie wspaniałe rzeczy stały się cennymi wspomnieniami. Trochę jak światy, do których można na chwilę się przenieść, gdy Jest Źle. Myśl, że któreś z tych wspomnień staje się nieprawdą, urojeniem, jest nieporównywalnie bardziej gorzka od jednego czy dwóch momentów.

Na tym etapie, rozpaczliwie walcząc o zaśnięcie w końcu, po stu albo i więcej przewrotach z boku na bok, pozostało mi już chociaż pomarzyć, że zmieniam coś w sobie, w magiczny sposób nie wpływając przez to na moich przyjaciół. Jak mawiała genialna i szalona pani profesor . – LIPA! Po pierwsze, gdybym cofnął się w czasie, nadal pozostałbym profesjonalnym leniem i ewentualne zmiany byby by z grubsza przypadkowe, „statystycznie rozsiane jak rodzynki w cieście”, nie bardzo wpłynęły by na całokształt. Może robiłbym coś innego, może w inny sposób, bo przeżywać drugi raz całkiem to samo, czytać tylko znane historie, to zupełnie bez sensu. Miałbym odrobinę know-how. Niektórych rzeczy nawet bym nie zaczął. Inne zrobiłbym wcześniej. I pewnie tyle. Po drugie, nagle uświadomiłem sobie, że w dużym stopniu już się zmieniłem, tak jak to chciałem kiedyś zrobić.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Przechodząc do rzeczy – żeby podziękować. Jeśli cokowiek zmieniło się w moim życiu w dobrym kierunku, to dzięki garstce ludzi, z której każda odrobinę zmieniła mój kształt.

Moja historia zaczyna się na dworcu PKS, w oczekiwaniu na autokar jadący do Świeradowa... A potem było już z górki, liceum i pochodne. W ciągu tych ośmiu (ryba) lat, otrzymałem od nich wiele rzeczy: akceptację, pewność siebie, poczucie własnej wartości, pokorę, wytrwałość, gdy jest potrzebna, dodatkowe osobowości przejściowe (niektórzy moi znajomi nie uważają tego za zaletę. Trudno się im dziwić, lecz... odrobina szaleństwa zawsze się przyda), o właśnie, odrobinę szaleństwa, by przełamać strach (odwaga brzmiała by lepiej, ale odrobina szaleństwa jest zdecydowanie bliższa prawdy), złote wspomnienia (brzmi lepiej niż słoneczne, zielone i mokre, pełne zapachu bzu, prawda?), miłość, odporność, nauczyłem się, że zakochanie to bardzo skomplikowana rzecz, poczucie własnej wartości, spokój ducha, nastawienie, by zawsze spróbować (jak to niemożliwe? Po prostu to zrób!), optymizm, zdolność do szybkiego podejmowania decyzji (brzmi jak CV...). Przerywam bo to mogłaby być bardzo długa (i nudna) lista. Wszystko to przychodzi mi do głowy na raz, bez potrzeby ubierania w słowa (a ubrane w słowa, traci na znaczeniu [bo słowa to tylko słowa...]). Oczywiście, część z tego jest na sto procent, części dopiero się uczę. Dużo zaczęło kiełkować po latach, ale wciąż wiem od kogo się nauczyłem.

Kolejność będzie z grubsza chronologiczna (albo i nie [oj, zdecydowanie nie{to se ne da!}]): Koszulak, Blaze, Burzyk, Kozioł, Gosia, Mary, Paulina, Malwina, Monika, Vogel, Natka, Blahow, Koniec (Koniec na koniec, bo w końcu to Koniec). Tak się złożyło, że każdą dziewczynę, która znalazła się na tej liście, dłużej lub krócej, kochałem. Takie małe, bezpieczne wyznanie, jako że, mógłbym dodać „dawno, dawno temu” i nie było by to dalekie od prawdy. Żeby było sprawiedliwie, dla odmiany każdy chłopak z tej listy był dla mnie swego rodzaju inspiracją. Nie jestem pewien, czy spisałem wszystkich, którzy pojawili się w mojej głowie podczas objawienia dwie godziny temu, ale z grubsza tak.

Miało być tu coś jeszcze, ale jak przed chwilą napisałem, dwie godziny temu i wena powoli się wyczerpuję. Tak więc będzie bez zakończenia i podsumowania (po co one komu). Zabawna rzecz – 5 minut myśli, dwie godziny pisania.