Wiem, sezon rowerowy nie powinien się w ogóle kończyć, co najwyżej zmieniać cyferkę roku, ale od mojej ostatniej, pechowej jazdy jakiś miesiąc temu... Cóż, ważne, że dzisiaj odebrałem naprawiony rower, dzielnie przeszedł naprawę i zachował się zgodnie z moją prośbą: „Stary, nie pękaj!”. Licznik Abarisa pokazuje 1100 km pochłonięte w zeszłym roku, myślę, że to dobra liczba na początek. Tak więc po obejrzeniu licznika i przestawieniu czasu na zimowy, radośnie objechałem okolice, oznajmiając wszystkim, że „Abaris żyje! i wiosna idzie”;)
Czas najwyższy, jutro zaczyna się semestr – szczęśliwie, bo w czwartki mam wolne!:D Mogę już myśleć o czekających mnie trasach, o towarzyszach jazdy i nowych miejscach, które zobaczymy po drodze. Ach, tak, zajęcia, zajęcia i wykłady też będą. Ale kto by się przyjmował! Jak Bóg da, a partia pomoże, uda mi się wcisnąć na turystykę rowerową, co zaowocuje niemal idealnym planem i wolnymi czwartkami. Rowerowy czwartek hmm... To mi przypomina, że miałem sprawdzić kiedy jest następna Masa Krytyczna. Pa! I dobrej nocy.