piątek, listopada 30, 2007

Cat Wake Up Call

Kot z którym mieszkam w snach budzi mnie niemal w ten sam sposób:

Jedyna różnica polega na tym, że zamiast kija ma ostre pazury. I jak się obudzę, to gada. Całkiem sporo muszę przyznać.
Dzisiaj mam dobry nastrój więc nie napiszę dużo.
Teraz widok z okna codziennie jest inny, nawet czasem trzyma się śnieg. Znalazłem książkę „Bonsai” i jakże by inaczej, okazuje się, że wszystko robię dokładnie na odwrót. Mimo to, jestem zadowolony z tej akacji. Ładnie urosła, wyzbierałem wszystkie mszyce (w każdym razie nie dają znaku życia od wakacji, mam nadzieje, że nie ma ich na korzeniach). Myślę o zasadzeniu dębu jesienią, tym razem tak jak należy;)
Robię postępy w żonglowaniu - teraz już więcej żongluje, mniej biegam po pokoju za uciekającą piłką. Oczywiście najlepiej wychodzi do rytmu dynamicznej muzyki. Jeszcze trochę i będę mógł w końcu komuś pokazać;)
Nie mogę się doczekać wiosny i powrotu na rower. Coraz częściej planuje przyszłoroczne jazdy. Myślę, że gdy nie będę już mógł wytrzymać wezmę się za czyszczenie i konserwację. Taak, to dobry plan. Na razie brak czasu.
Jestem zawalony stosem książek o C++... Na szczęście skończyłem już czytać HP7 i serię Sandmana i jedno i drugie mogę polecić (jednak Sandman jest bardziej). Spodobała mi się w HP różnica w stosunku do większości systemów RPG (a więc i części fantasy która z nich czerpie), w których siłą rzeczy, zasady którymi rządzi się magia są jawne, jasne i jednoznaczne. Wolę magię tajemniczą, pozornie chaotyczną i... magiczną. A Sandman? Bardzo się różni od schematu „mięśniak, smok, panienka”, również w wydaniu magicznym (bo mag też może działać w obrębie schematów „mięśniaka”).
Mój wciąż niezapisany świat przeżył ostatnio gruntowny remont – boję się wpływów Neila Gaimana. W końcu pierwotna koncepcja upadła, kiedy znalazłem dokładnie ten sam pomysł w jego książce „Amerykańscy bogowie”. Błądzę gdzieś w pobliżu, ale nie chcę być wtórny. Nie chcę się też zbytnio zbliżyć do heroic fantasy... Po obejrzeniu „Straży nocnej” i „Straży dziennej” doszedłem do wniosku że muszę się spieszyć...

wtorek, listopada 27, 2007

every time i rise i see you falling



-The one last thing to try shuffle off the planet,
and I will be the one to make you crawl-


Nie zauwazylam, ze to twoje jest fioletowe-> nie lubie jak mowicie o tym kolorze purpura,bo ona sie swieci i udaje krew czasami->jak zobaczylam dzis jego krzywe paznokcie to z trudem sie opanowalam zeby nie wyjac pilnika i mu ich nie wyrownac. Co sie dzieje?-> zaczynam dostrzegac cienkie granice znaczen-> przeciez wiem,ze Australia jest daleko-> zasne dzis na planecie dzwieku albo na skalce wspomnienia. Poczekam,az fale ja zeszlifuja na gladkie srebro,a wtedy bede mogla jej uzyc do krojenia mydlanych kostek i za duzych witamin->it's in the water,baby(it's between you and me) Fakt, ze moje mysli sie tu zataczaja jest komputerowo zaprogramowany->

Serce Motyla znowu uroslo takie duze,ze nie miesci sie w twoim pokoju. Co z nim zrobisz? Masz juz jej upor schowany w szafie, charakter zajal cale poddasze, a entuzjazm wylal sie z piwnicy przez najwyzsze okno az koty sie dziwily ze taki cieply i wygodny do udeptywania. Nie masz balkonu, a jesli wyniesiesz je na dach to zmarznie po raz kolejny a potem ukradna Ci je ludzie,bo pomysla ze jak takie duze to w srodku pewnie jest cos ciekawego. Nie nakluwaj szpilka! Nie jest nadmuchane! To nic nie da. Nic nie da.

If I could tear you from the ceiling,
I'd freeze us both in time,
Find a brand new way of seeing..
Your eyes forever glued to mine.


a dalej jest "Don't go and leave me and please don't drive me blind"
ale to juz do kogos innego,nie do ciebie

piątek, listopada 16, 2007

-equilibrium-


nauczyłam sie czegoś nowego... zgadnij o co mi chodzi.




"please don't spoil my day, I'm miles away and after all
-I'm only sleeping"
Lennon/McCartney







niektórzy bardzo nie lubią jak sie ich budzi...





ale jak wiadomo,dzieją się różne rzeczy: -"na tylnym siedzeniu głodne rośliny mam"

-znajoma mątwa poprosi Cię o opiekę nad potomstwem, a tak się składa,że akurat nie możesz

-nietoperz wpadnie Ci do komina
-pożar na terenie zabudowanym
-albo nie możesz znaleźć ogórków
-nietoperz wypadnie Ci z szafy
-nie masz pomysłu na notkę
i piszesz straszne bzdety


w zasadzie każdy powód jest tak samo dobry jak i zły,ale musisz sie liczyć z konsekwencjami
jakie spotkają Cię z ręki obudzonego...



niedziela, listopada 11, 2007

drzewo jeżozwierzy genetycznie niezmodyfikowane



Marta i ja uczymy sie genetyki na jutrzejszy test.


Uczymy sie bardzo aktywnie już od 2 dni.


Wczoraj zjadlysmy sniadanie o godzinie 15 czasu aberowego, potem poszlysmy do miasta bez wiekszej potrzeby, wysprzatalysmy akademik bardzo dokladnie, zrobilysmy obiad, zjadlysmy obiad i chyba poszlysmy spac. Moglam pomylic kolejnosc.




Test z genetyki jest dla nas bardzo wazny albowiem stanowi on 30% naszej oceny rocznej.


Bylysmy na dlugim spacerze-zeby sie przewietrzyc przed intensywna nauka, za ktora mialysmy sie zabrac. Spotkalysmy rudziki i chlopcow z bractwa rycerskiego.


Martunia wrzuca zdjecia na nasza-klase a ja pisze notke (o tą właśnie tini tini tajni noteczke). Nie wiem co bedzie z genetyka... Chyba nikt jej nie kocha. To nawet bardziej beznadziejne niz kwestia moich rodzicow ktorzy ostatnimi czasy bardzo skutecznie sprawiaja wrazenie ze nie jestem im potrzebna. To zdecydowanie ma cos wspolnego z genetyka. Kto powiedzial ze komorki macierzyste maja potrzebowac komorki potomnej. To ona ich potrzebowala (swego czasu), a potem moze byc bardzo roznie. Czy ktos slyszal,zeby po mejozie, komorki potomne o zredukowanym materiale genetycznym wracaly do macierzy i na przyklad pytaly czy zrobic jej zakupy albo poczytac gazete? Nie. Chociaz byc moze dzieje sie tak dlatego,ze gdy komorka macierzysta ulegnie podzialowi redukcyjnemu to w tym samym momencie przestaje istniec jako jednostka..? Does it make sense?




Nie,wlasciwie to nie ma to nic wspolnego z poczatkiem mojej wypowiedzi. Brzydze sie filozofia. Nie powinnam byla tego pisac. To takie niekonsekwentne.




Pasbort i'ch dyfodol. Tin seren?




"Follow me down to valley below. The moonlight is bleeding from out of your soul."

sobota, listopada 03, 2007

Notka wieczorna, nieco zamglona.

Jeszcze przed chwilą miałem coś do napisania.
Czasami czuję, że bliższa mi jest Delirium niż Sen. Naprawdę dobre są te komiksy o Śnie...
Podczas pisania wcześniejsze myśli nabierają nowego bezsensu.
Najbliższe miesiące nie zapowiadają się najlepiej, lecz choć to szansa jedna na milion, jedna milionowa nieskończoności to już całkiem sporo. Więc jakoś się uda. Na pewno.
Miało być o rowerach, o studiach, o pingwinach i wielu innych herbatach, a zrobiło się majaczliwie.
Takie jest życie, trzeba się przystosować. Znów to słyszę i wiele innych rzeczy po raz wtóry i myślę jak wyrwać się z tego rozpędzonego słonia, który łapie własny ogon...
Warto czasem podumać nad herbatą (dzisiaj skończyła się ostatnia torebka, stoją teraz puste i udają że wciąż żyją, a ja piję pokrzywę i słucham „celtyckiego” shoutcasta).
Była tu mała rewolucja, teraz czas na dużą, tylko czy czasu nie zabraknie, bo czas to tylko złudzenie, a złudzeń nam nie brak, co zrobić, gdy tak mało zostało...
Obiektywnie rzecz biorąc, już wiele razy sytuacja była kilkakrotnie bardziej krytyczna. A mimo to, jestem tu gdzie jestem, zdążyłem na czas.
Może to ta zwariowana atmosfera, a może wykładowcy, profesorzy, doktoranci i inni – każdy żyje w własnym świecie, na własnej politechnice?
Była taka piosenka o czasie... Akurat!
A w świecie snów... Codziennie śnię o jednej osobie. Bez powodu, nie myślcie sobie! Magicka jakaś czy co?
Najwyższy, wieczorny już czas.