Coraz lepiej, coraz lepiej. Zaczynam wierzyć, że będzie ze mnie całkiem niezły oneironauta. Dziś przyszło mi do głowy, żeby nauczyć się chodzić po ścianach, sufitach, szybach i czym się jeszcze da. Szybko przyszedł mi do głowy odpowiedni wzór - z takiego anime, Naruto. Wydaje mi się, że lepiej jest się uczyć takich rzeczy stopniowo (patrz -> telekineza z katalizatorem). No więc, naśladujemy uczącego się Sasuke - zgromadź chakrę w stopach, tylko nie przesadź. Skoncentruj się. Teraz stopa na ścianę, druga, stoisz normalnie, tyle, że w poziomie, jeden krok, drugi, trzeci, czwarty, hej, ale fajnie!, łup i leżysz jak żuk na ziemi. Heh, niepotrzebnie dodałem to o koncentracji. No i to nie była całkiem ściana - oszkolny niebieskim szkłem wieżowiec. Fakt, że obok była drabina... No cóż, zignorowałem ją.
Prowadzę obserwację. Kiedy zorientuję się, że śnię, zazwyczaj myślę: "Tak, tak, to tylko sen. Znowu...". Dzisiaj zwątpiłem - niby śpię, ale to przecież mój pokój, wszystko wygląda normalnie. Ale zaraz zaraz, za oknem widać, że jestem gdzieś tak na czwartym, piątym piętrze. I perspektywa jak u drapieznika... Uff, sen. Jak najszybciej wydostać się z mieszkania? Proste i logiczne. Oknem. Dziwne - okno nie daje się otworzyć. Głównie dlatego, że nie ma klamki... Może uda się jakieś przeniesienie? Próba bezpośredniego przeniesienia się na ulicę przez szybę - nie wyszło - jedynie zbliżenie wzroku, tak jakbym tam stał, ale wciąż jestem więźniem. Kombinuj Michał, kombinuj... Może przez drzwi? Niestety - zablokowane ulotkami reklamowymi. Tysiącami, całą stertą. Z resztą, jaka gwarancja, że klatka schodowa prowadzi na zewnątrz? I że w ogóle się kończy... Świat się na chwilę rozlał. Sekunda paniki. To jakaś książka. Znów dom. Shit happens. Last idea. Wracam do pokoju, zamykam drzwi. Myślę "za drzwiami jest wieś" (konkretna wieś, ale nie ważne:P). Otwieram drzwi. Sukces. Uff, wolny! Zbyt długo się tą wolnością nie nacieszyłem, ale zawsze coś.
Pisząc to przyszło mi do głowy, że można by było się nauczyć większej ilości umiejętności związanych z chakrą, albo np. magii? Heh, zapowiada się ciekawie. Skoro potrafie już ganiać autobusy jak alien... Albo po prostu polecę w kosmos.
2 komentarze:
Lacieć w kosmos? zbyt wiele ścieżek za sobą zostawiasz, by zerwać nici i zmylić trop. świat będzie z Tobą. zawsze
Wszystko zaczęło się od tego, że znalazłam się w środku miejsca, które dobrze znałam, ale nie potrafiłam zlokalizować na mapie. Daleko od domu, jakieś 1385 machnięć skrzydłami. Chwilę później uświadomiłam sobie, że skrzydła zostały w domu co znacznie utrudniało mi dalszą podróż. Nagle - na plecami usłyszałam wrzask. Istynkownie zaczęłam biec przebierając drobnymi nóżkami. Po jakichś 324 krokach stwierdziłam, że biegam po wodzie. "ech, kolejny raz" - dodałam beztrosko, bo wcale nie to mnie zaczęło niepokoić. Przeszkadzała mi pokaźnych rozmiarów kieszeń (skąd u licha ptaki mają kieszenie?) wypełniona orzechami. Głos przybliżał się coraz szybciej i szybciej, wtem ja obróciłam się o kąt 254 stopni i pojęłam, że robię dziurę tafli. Coś co mnie goniło, wpadło w czeluść. Idąc dalej nabiłam się na coś gładkiego i bladoniebieskiego (mniej więcej po 529 kłapnięciach dzióbka), nagle dotknęłam czegoś co widziałam u ludzi. Mówili na to czinks czy jakoś tak. Zaczęłam się wspinać i gdy 1092 kropelka spłynęła z moich piórek, materia zmieniła drastycznie barwę. Po 830 przekrzywionym włóknie stwierdziłam, że jednak uwielbiam bawić sie cyframi. Wielka mucha w kolorze kremowym próbowała mnie strzepnąć, ale okazałam sie małym dzielnym ptaśkiem. Jak za mgłą zobaczyłam dwa niebieskie kuliste obiekty i kilka złotych pasem. Z grzeczności zapytałam (bo nie byłam pewna) "przepraszam, co ja robię w Pańskiej bajce?"
Prześlij komentarz