tak, to prawda. Gdyby moja osobę kwalifikować do kwiatów, to ze wzgledu na dzien urodzenia jestem ostem. I podobno kłuję jak ktoś się do mnie zbliży. nie zdawałam sobie z tego sprawy ale to może być prawda. Za to Korri jest geranuim i podobno los jest mu wyjątkowo przychylny a poza tym ma niezłomna wiare we wlasne sily... hmm, moze powinnam przestac czytac takie bzdury.
Z poprzedniej notki wnioskuje ze podobalo Ci sie u mnie na imprezie:) to wspaniale:) ale gdybys wiedzial ile mialam potem sprzatania i jak mi sie strasznie chcialo spac! No ale juz dobrze, nareszcie sa ferie wiec leze na kanapie i czytam i czytam i czytam i czytam :D a za 3dni jade na narty. tam tez bede czytac. Tak mnie ostatnio naszlo ze moze fajniej byloby zostac emerytka i miec 7dni w tygodniu na czytanie i zarywanie dziadkow z okolicznej parafii. Przygarnelabym wtedy wszystkie bezdomne koty i godzinami wpatrywala sie jak skacza po szafach, gramola sie na tapczan, pija mleko ze spodka, atakuja wystajace czesci roslin doniczkowych i nawiazuja kontakt ze swoim lustrzanym odbiciem...*_*
do zobaczenia jak najszybciej. oset pozdrawia geranium!
This Lake doesn't belong to any human. It is just aeglir rath le anglenna. U gosta titien faireb edain, min matha galadh en daw e calad >:>
środa, stycznia 18, 2006
sobota, stycznia 14, 2006
Życie jest piękne. Stwierdziłem to wracając po wczorajszej (chyba mogę już mówić, że wczorajsza, bo od pół godziny jest dziś [jutro?]). No ale nie na ten temat miałem pisać.
Ktoś może pomyśleć, że piszę dla przyjemności. Poniekąd jest to prawda - ale. Rzeczywistość jest taka, że piszę bo muszę. Lubie pisać, ale pewnie robiłbym coś innego. Na szczęście lub nieszczęście, co jakiś czas nachodzi mnie pomysł na notkę. I wtedy już nie mam wyboru. Marny, czy nie, muszę napisać, bo inaczej nie mogę sie na niczym skupić. I znów mnie napastuje, taki jeden pomysł, który musiał zaczekać aż pięć dni, więc zostały z niego smętne skrawki i niedobitki tureckie.
Ostatnio spostrzegłem coś dziwnego. Dużo częściej spotykam was w snach niż na jawie. Wszystkich. Mam średnio cztery zapamiętane sny na dzień [noc, noc] i w większości z nich w miarę normalnie "żyje", prowadzę rozmowy, chodzę do szkoły i tak dalej. Są na tyle realne, że po dniu lub dwóch czasem zdarza się, że wspomnienie czegoś całkiem realnego, co przydarzyło się w śnie jest w zasadzie nie do odróżnienia od wspomnienia zdarzeń na jawie. To nie są jakieś rozbudowane wspomnienia, raczej tak mało złożone jak "Czy na pewno zamknąłem drzwi od domu?". Gdy są bardziej kompleksowe, to różnicę od razu widzać. A tak, trzeba się przyjżeć, by zobaczyć, że pochodzą ze snów... Nie zawsze chce przyglądać się im.
Jest to o tyle dziwne, że kiedyś w moich snach mało było znajomych ludzi. O ile w ogóle byli tam jacyś ludzie. Raczej coś innego. No nic, pora spać, jutro wczesna pobudka...
Aha.
Ktoś może pomyśleć, że piszę dla przyjemności. Poniekąd jest to prawda - ale. Rzeczywistość jest taka, że piszę bo muszę. Lubie pisać, ale pewnie robiłbym coś innego. Na szczęście lub nieszczęście, co jakiś czas nachodzi mnie pomysł na notkę. I wtedy już nie mam wyboru. Marny, czy nie, muszę napisać, bo inaczej nie mogę sie na niczym skupić. I znów mnie napastuje, taki jeden pomysł, który musiał zaczekać aż pięć dni, więc zostały z niego smętne skrawki i niedobitki tureckie.
Ostatnio spostrzegłem coś dziwnego. Dużo częściej spotykam was w snach niż na jawie. Wszystkich. Mam średnio cztery zapamiętane sny na dzień [noc, noc] i w większości z nich w miarę normalnie "żyje", prowadzę rozmowy, chodzę do szkoły i tak dalej. Są na tyle realne, że po dniu lub dwóch czasem zdarza się, że wspomnienie czegoś całkiem realnego, co przydarzyło się w śnie jest w zasadzie nie do odróżnienia od wspomnienia zdarzeń na jawie. To nie są jakieś rozbudowane wspomnienia, raczej tak mało złożone jak "Czy na pewno zamknąłem drzwi od domu?". Gdy są bardziej kompleksowe, to różnicę od razu widzać. A tak, trzeba się przyjżeć, by zobaczyć, że pochodzą ze snów... Nie zawsze chce przyglądać się im.
Jest to o tyle dziwne, że kiedyś w moich snach mało było znajomych ludzi. O ile w ogóle byli tam jacyś ludzie. Raczej coś innego. No nic, pora spać, jutro wczesna pobudka...
Aha.
Życzę wszystkim udanych ferii!
czwartek, stycznia 12, 2006
środa, stycznia 04, 2006
To zabawne, gdy w snach widzimy realnie instniejących, znajomych ludzi, choć ich nigdy nie spotkaliśmy. Skąd w ogóle mózg bierze dla nich cielesną powłokę? Równie dobrze mogę pytać, skąd przychodzą sny... I dokąd odchodzą. Kiedy wszystko już odkryjemy, świat będzie uboższy...
Zadziwiają mnie sny będące komiksami. Ramka po ramce, a minione ramki nieruchome... I wciąż to pytanie: Kim jestem, kim jesteś? Nie męczy mnie, nie walczę z nim, ale cały czas jest obecne... A gdy śni mi się, że jestem krukiem... lub wilkiem... lub choćby Abhorsenem... w jaki sposób tak łatwo wpasować się w ich rolę? Co jest wspólne?
Zadziwiają mnie sny będące komiksami. Ramka po ramce, a minione ramki nieruchome... I wciąż to pytanie: Kim jestem, kim jesteś? Nie męczy mnie, nie walczę z nim, ale cały czas jest obecne... A gdy śni mi się, że jestem krukiem... lub wilkiem... lub choćby Abhorsenem... w jaki sposób tak łatwo wpasować się w ich rolę? Co jest wspólne?
Subskrybuj:
Posty (Atom)