sobota, grudnia 17, 2005

wielkie pierniczenie/pierniczkowanie

chyba możnaby spojrzeć na wczorajszy dzień jak na czas wesołych klęsk żywiołowych. w końcu pierniczki, łyżwy, wiatry i deszcze, śnieżyce i zawieje a na dokładkę całkiem spora grupa pierniczkowych fanów w mojej kuchni i salonie (jakbyście widzieli ile teraz mam dobrego jedzenia w domu:>)
Masz rację co do tego, że tamten dzień był zupełnie inny niż wszystkie, przede wszystkim dlatego , że robiliśmy coś pożytecznego a nie tak jak codziennie w szkole, ja to się nawet nauczyłam paru nowych rzeczy- jeżdżenia tyłem na łyżwach i robienia korzennego karmelu na patelni :)
Nom, a_ juuutroo_ idzieemyy _naa _półmeeeteeek!!!! łiiiii!!!! aleee czaaad!!!! (no dobrze już, Malwina uspokój sie bo spadniesz z krzesła i nigdy już nie dowiesz sie jak wygląda polowanie na piżmaka)
tym przywołującym do porządku akcentem kończę na dziś i idę kontynuować tłumaczenie dokumentu botanicznego o charakterystyce jakiejś Euthamii -jak można się domyślić, na uniwersytet dla dziadka.

Brak komentarzy: