wtorek, grudnia 27, 2005

Okazuje się, że z wszystkiego można się czegoś nauczyć. Uczę się świata przez doświadczenie. Zupełna nowość. Czuję się tak, jakby rzeka snu w końcu zwróciła uwagę na moją obecność i postanowiła nauczyć mnie pływać nim zupełnie utonę.

A właśnie, sny... Między 9.30 a 10.00 dziś rano miałem dziwny sen. Chciałem mieć LD, więc przeszedłem płynnie z jawy w sen (nad ranem, kiedy nie trzeba wstawać do szkoły, jest to całkiem proste), ale tego nie zauważyłem. Wyszedłem z domu i ruszyłem w stronę pętli tramwajowej. Powód? Chciałem zobaczyć niebo, żeby móc potem o nim śnić... A tam przecież widać między drzewami fragmenty nieba z drugiego świata... Po drodze myślałem trochę o śnieniu. Niebo (a właściwie zachód słońca) widziane z właściwego miejsca było piękne, tylko nieco odwrócone... Potem wróciłem dachami do domu, położyłem się spać i już na dobre obudziłem się tutaj... Skąd znam godziny? Trzymam pod ręką, na krawędzi biurka zegarek i mam już odruch sprawdzania. To dziwne, ale sen wydawał się dłuższy niż pół godziny. Chyba.
Zzzzzz....

wtorek, grudnia 20, 2005

Tak czyste i jasne, niestabilne światło.

poniedziałek, grudnia 19, 2005

Myśl o przyszłości, nie krąż ciągle we wspomnieniach. Gdy musisz na jakiś temat myśleć, wyobraź sobie jak najwięcej pozytywnych aspektów i jak najwięcej rzeczy, które możesz osiągnąć, przy mniejszym lub większym wysiłku. Spróbuj wykorzystać każdy dar, który zsyłają Ci niebiosa. Zastanów się, czego chcesz i dąż do tego z wszystkich sił.
Ktoś powie „Naiwny optymista”. Nie ma racji. Z własnego doświadczenia. Choćby dziś. Trzeba mieć nadzieję. Bardzo pomaga. Trzymaj się i wyśpij dobrze.
Zapętliłem się w myślach – jakie to dziwne uczucie. Niech czas płynie, niech mija i zmienia. Nie mogę znieść bezruchu. To wszystko.

sobota, grudnia 17, 2005

wielkie pierniczenie/pierniczkowanie

chyba możnaby spojrzeć na wczorajszy dzień jak na czas wesołych klęsk żywiołowych. w końcu pierniczki, łyżwy, wiatry i deszcze, śnieżyce i zawieje a na dokładkę całkiem spora grupa pierniczkowych fanów w mojej kuchni i salonie (jakbyście widzieli ile teraz mam dobrego jedzenia w domu:>)
Masz rację co do tego, że tamten dzień był zupełnie inny niż wszystkie, przede wszystkim dlatego , że robiliśmy coś pożytecznego a nie tak jak codziennie w szkole, ja to się nawet nauczyłam paru nowych rzeczy- jeżdżenia tyłem na łyżwach i robienia korzennego karmelu na patelni :)
Nom, a_ juuutroo_ idzieemyy _naa _półmeeeteeek!!!! łiiiii!!!! aleee czaaad!!!! (no dobrze już, Malwina uspokój sie bo spadniesz z krzesła i nigdy już nie dowiesz sie jak wygląda polowanie na piżmaka)
tym przywołującym do porządku akcentem kończę na dziś i idę kontynuować tłumaczenie dokumentu botanicznego o charakterystyce jakiejś Euthamii -jak można się domyślić, na uniwersytet dla dziadka.

Powrót na drogę wilkołaka.

Było mi trzeba takiego dnia jak wczoraj. Od początku do końca spędzonego inaczej niż zwykle. Skołowana psychika przetrawiła parę rzeczy, a duch wypoczął. Owoc? Miałem nowy LD i nieco przyjżałem się otoczeniu. Zgodnie, z zapamiętaną gdzieś wskazówką – co się dzieje na niebie? Na niebie były chmury. Straszne, prawda? Wyglądające jak jej włosy. Z cieniami, które padały... na niebo. Coś pięknego.
Z tego właśnie powodu, postanowiłem przerwać eksperymentowanie z OBE i wrócić do starej, dobrej oneironautyki...
Nie wszystko trzeba zapisać.

sobota, grudnia 10, 2005

dookoła piasek

Dlaczego nie piszę? Ostatnie dwa miesiące muszę nieustannie walczyć z moimi własnymi demonami... Symbolika oczywiście. Ale bardzo dobrze oddaje naturę rzeczy. Potrzebuję całego możliwego wysiłku, żeby sobie poradzić. Parę razy siadałem już do pisania, ale byłem zbyt zmęczony, żeby napisać coś ponad jedno zdanie. W zasadzie nie jestem pewien, czy o tym nie rozmawialiśmy już. O tym i czymś jeszcze. Ale to równie dobrze mogło mi się przyśnić. Z resztą w szkole jestem jeszcze bardziej skołowany. I chyba milczę. Mam nadzieję, bo boję się, co mógłbym powiedzieć. Czasem łapię się na tym, że odpowiadam jedynie w myślach... Więc, jeśli jeszcze nie odpowiedziałem – zgadzam się z tym, że wielu rzeczy uczymy się zupełnie niepotrzebnie. Fictional science. Coraz częściej siedzę na lekcjach tylko po to, żeby przeczekać. A ręka mechanicznie robi notatki...

Mamy tydzień, żeby się spotkać. Strasznie zawalony tydzień, jak przepuszaczam...

Tylko gra świateł.

Czekam do świąt i wciąż ścieram się z demonami.

piątek, grudnia 02, 2005

kolor soku z malin ale z hemoglobiną

Halina Poświatowska
"w twoich doskonałych palcach
jestem tylko drżeniem
śpiewem liści
pod dotykiem twoich ciepłych ust

zapach drażni-mówi: istniejesz
zapach drażni-roztrąca noc
w twoich doskonałych palcach
jestem światłem

zielonymi księżycami płonę
nad umarłym ociemniałym dniem
nagle wiesz-że mam usta czerwone
-słonym smakiem nadpływa krew-"



wydaje Ci się że trzymanie w ręku kwiatu wcale nie boli. to zależy. i pewnie tak samo myslisz o zdejmowanie komuś liści z pasma z włosów. It's also not true. Dzisiaj język elficki wydaje się jeszcze bardziej zagmatwany i niewytłumaczalny pod względem pochodzenia rdzeni słownych (ale w końcu to quenya) więc idę ugłaskać mego najdroższego, osłabionego po walce ze strasznym potworem kota i zaśpiewać mu jakąś celtycką piosenkę a on zmruży oczy w bardzo ironiczny, koci sposób (dobranoc psyche)