piątek, sierpnia 05, 2005

Podróż

Przez całą noc nie mogłem zasnąć. Wreszcie, gdy już miałem zupełnie dość obudziła mnie moja mama i poszedłem zjeść śniadanie. Zrozumiałem, że to mi się śniło, koszmar. Jedliśmy i opowiadałem jej, że miałem taki śmieszny sen. W pewnym momencie śniadania obudziłem się w środku jakiejś klasy (leżąc głową na ławce), bo dzwonił dzwonek na przerwę. Pomyślałem, że to był zabawny sen. Potem wracałem piechotą do domu, rozmawiając z grupą znajomych. I znów się obudziłem, tym razem wśród jakiegoś tłumu ludzi po horyzont. Stałem tam i czekałem na coś, a potem obudził mnie budzik i znalazłem się tu. Zrozumiałe jest, że pierwsze do czego się zabrałem to napisanie tej notki, zanim znów się obu

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Sny... Ja z nimi nie mogę już powoli wytrzymać, Bracie! Problem polega na tym, że ja wciąż nie potrafię się wybudzić. A może to tylko sen?
Pozdrawiam i tęsknię :*
M.

Anonimowy pisze...

jedno wam powiem nie pijcie tyle