Przeprowadzam eksperyment. Leczę się pozytywnym myśleniem. Sam nie wiem, co sądzić o wynikach.
Dzień pierwszy:
Kiedy się obudziłem o siódmej, czułem sie tak cudownie, że aż nie mogłem wstać z łóżka i wyłączyć tego parszywego budzika... Doszedłem do siebie i postanowiłem raźno zacząć dzień. "Jestem zdrowy, mój organizm sprawnie zwalcza zarazki". Udało się, zrobiłem wszystko co było do zrobienia, ale potem szybko czułem się coraz gorzej. O jedenastej przyszło mi do głowy, żeby zmierzyć temperaturę. 38.4 (o ile pamiętam). Pikuś. Gdyby nie to, że bolała mnie głowa, brzuch i miałem mdłości. Powtarzałem kurację przez cały dzień i oglądałem jakieś komedie. Czułem się coraz lepiej, choć pod wieczór 38.6.
Dzień drugi:
Bolało mnie gardło, ale temperatura spadła już do 37,cośtam. Nadal pozytywne myślenie.
Dzień trzeci:
Temperatura w normie gardło nadal zawalone, ale nie boli. Wróciłem do swoich zajęć.
This Lake doesn't belong to any human. It is just aeglir rath le anglenna. U gosta titien faireb edain, min matha galadh en daw e calad >:>
niedziela, lipca 24, 2005
sobota, lipca 23, 2005
another arrow passed (?)
Wczorajszy dzień utwierdził mnie w przekonaniu, że jestem cudotwórcą. Zdobywam się na coraz to bardziej zaawansowane działania związane z komputerem jak na przykład odnalezienie opcji modemu w panelu sterowania czy jakos tak a trzeba wam wiedzieć że do niedawna nie umiałam tworzyc folderów :) czik cziku czik :) Despite loosing more and more arrows I stil practise shooooting from my marvelous bow,believe? One of the last things I'm keen on whatever happens to the sky and those awful clouds. Od jutra siedze nad jeziorem i rozkoszuje się słonkiem, które oczywiscie tam będzie i wodą w jeziorku, która oczywiscie będzie ciepła, czysta i bez żadnych paskudnych glonów tudzież protistów zamieszkujących wodne srodowisko! Wirczykom, eugleninom i innemu badziestwu mówimy NIE! Skoro już mowa o badziestwie należy wspomnieć o okrutnym męskim zwyczaju porzucania Kobiet i odjeżdżania gdzieś daleko na długo i bez konkretnej potrzeby(nic mnie Kochany nie obchodzi że są wakacje) czuję się jak porzucona matka względnie żona. Za to Kot jest niemal niezawodny i zawsze jest na miejscu aby się posilić :]
Jeszcze ostatnia sprawa, czy ma ktos pomysł na imię dla pluszowego plecaka w kształcie łosia? Zaznaczam, że ma to być bardzo ładne imię bez parszywych podtekstów i żeby nie miało nic wspólnego z historią ani polityką... Bo ten łos jest mieszanką matinfowobiochemowych powiązań skąd wniosek że jest to zwierzę wszechstronne i napewno będą z niego ludzie (ewentualnie łosie). Zainteresowanych udziałem w konkursie prosze o kontakt pod numerem 0700.. a nie ten jest do pracy.. to w takim razie odbieram gołębie pocztowe:) this cloud here seems to be ufo...
Jeszcze ostatnia sprawa, czy ma ktos pomysł na imię dla pluszowego plecaka w kształcie łosia? Zaznaczam, że ma to być bardzo ładne imię bez parszywych podtekstów i żeby nie miało nic wspólnego z historią ani polityką... Bo ten łos jest mieszanką matinfowobiochemowych powiązań skąd wniosek że jest to zwierzę wszechstronne i napewno będą z niego ludzie (ewentualnie łosie). Zainteresowanych udziałem w konkursie prosze o kontakt pod numerem 0700.. a nie ten jest do pracy.. to w takim razie odbieram gołębie pocztowe:) this cloud here seems to be ufo...
uwaga zaraz wszystko wybuchnie
Zastanawiam się czy przy okazji mego pierwszego wpisu na nasz blog wszystko nie zostanie wysadzone w powietrze... oby nie. Wypadałoby się przywitać ze wszystkimi czytającymi "Jezioro" z okazji mojego cichego pojawienia sie TU więc mówię wszystkim "le suilon" w ramach uczciwego uprzedzenia wszystkich,że moje notki naszpikowane będą(a mogą być) słowami elfickimi.Nie wiem czy to istotne, Calenelda? Koryguj w razie potrzeby albo kasuj gdyby było głupie. Po wstępnym powitaniu rozpocznę odpisywanie czy też tworzenie nastroju zapaproszenia w miejscu,w którym sie znajdujemy. Niech moc pierniczków Cię uzdrowi Wiewiórko! Wcale mi się nie podoba że zachorowałes i że masz goraczke i że lezysz w łóżku i że nie można do Ciebie przyjsc i zrobic Ci herbaty bo jestes w stanie "nieużywalnosci" :( Dlatego życzę sobie abys wyzdrowiał co prędzej bo ja jutro wyjeżdżam daleko i na długo (chwila grozy) Za to na pocieszenie powiem, że wszyscy chcą mieć adres naszego bloga,Synu:) Wystarczy jak na pierwszy raz, muszę konczyc bo oto nadchodzi chęć napisania czegos nieprzyzwoitego (chęć została walnięta parasolką, poczuła się niesympatycznie i odeszła) a ja żegnam się z państwem po jakże upojnych kilku minutach spędzonych przed komputerem.
środa, lipca 13, 2005
hheh
Hmm... Kolejny wieczór... Chciałem powiedzieć... DOBRY WIECZÓR! państwu... Mam niewątpliwy zaszczyt ROZPOCZĄĆ dzisiejsze spotkanie od zaśpiewania wesołej piosenki. Zaśpiewam ją pod nosem. Na wszelki wypadek... A więc, jak już mówiłem, rad jestem, że mikrofon działa jak należy.
Haaa, te pierniczki są cudowne:D Miałem je koniecznie zjeść do piątku??? Dziś rano były już same okruszki moja droga:P Uwielbiam Cię za nie:D No ale może nie tylko.
Przez żołądek trafiamy dziś dla odmiany do myśli. Plany? Jutro wezmę się za ten rower, jak obiecałem. Na czas musi być gotowy. Trzymaj za mnie kciuki, bo zawsze mam zadziwiające szczęście do wyjeżdżających na urlopy sklepikarzy;)
Plan na jutro i piątek już jest, ale co zrobić z czwartkiem? Hę? Czy jest ktoś szukający zajęcia w czwartek? Coś nie słyszę... Ale jest jeszcze czas czas czas... A okruszki też niebawem znikną;)
Zaczynam powoli dochodzić do siebie. Jeżeli trzeci dzień pod rząd uda mi się zmusić do wstania o szóstej, to będzie chyba jakiś rekord. Niewielki, bo niewielki, ale zawsze rekord.
Ze spraw organizacyjnych, pragnę zauważyć, że ten blog posiada kanał RSS...
Miałem więcej napisać, ale jestem już nieco zbyt zmęczony. Może dodam tyle, że w końcu obejrzałem Chicago. Staram się powoli nadrobić zaległości filmowe. Przydałoby się jeszcze, żebym zaczął jakieś wiadomości ze świata odbierać, bo... ach, nieważne, nie będę sobie nastroju psuł. I wam pewnie też.
Polecam "krótką i popapraną" "Rzeźnie numer pięć" Kurta Vonneguta.
Dobranoc państwu.
Haaa, te pierniczki są cudowne:D Miałem je koniecznie zjeść do piątku??? Dziś rano były już same okruszki moja droga:P Uwielbiam Cię za nie:D No ale może nie tylko.
Przez żołądek trafiamy dziś dla odmiany do myśli. Plany? Jutro wezmę się za ten rower, jak obiecałem. Na czas musi być gotowy. Trzymaj za mnie kciuki, bo zawsze mam zadziwiające szczęście do wyjeżdżających na urlopy sklepikarzy;)
Plan na jutro i piątek już jest, ale co zrobić z czwartkiem? Hę? Czy jest ktoś szukający zajęcia w czwartek? Coś nie słyszę... Ale jest jeszcze czas czas czas... A okruszki też niebawem znikną;)
Zaczynam powoli dochodzić do siebie. Jeżeli trzeci dzień pod rząd uda mi się zmusić do wstania o szóstej, to będzie chyba jakiś rekord. Niewielki, bo niewielki, ale zawsze rekord.
Ze spraw organizacyjnych, pragnę zauważyć, że ten blog posiada kanał RSS...
Miałem więcej napisać, ale jestem już nieco zbyt zmęczony. Może dodam tyle, że w końcu obejrzałem Chicago. Staram się powoli nadrobić zaległości filmowe. Przydałoby się jeszcze, żebym zaczął jakieś wiadomości ze świata odbierać, bo... ach, nieważne, nie będę sobie nastroju psuł. I wam pewnie też.
Polecam "krótką i popapraną" "Rzeźnie numer pięć" Kurta Vonneguta.
Dobranoc państwu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)